Kiepskie nastroje producentów warzyw

Praktycznie kończymy sezon zbiorów warzyw dla przetwórstwa i na świeży rynek. W momencie powstawania artykułu trudno powiedzieć, jaka pogoda będzie w listopadzie. Przebieg warunków, zwłaszcza termicznych, ale także wodnych będzie limitował możliwości zbioru upraw z pól, które będą trafiały do przechowywania lub dla przetwórstwa.

Rozmawiając z wieloma producentami warzyw o mijającym już sezonie na Kujawach nie widać zadowolenia. O ile produkcja w wielu gospodarstwach się udała, to producenci nie są zadowoleni z uzyskanych cen za swoje płody warzywnicze, co może spowodować zmniejszenie produkcji lub zaniechanie jej w całości. Producenci boją się, że za uzyskane pieniądze ze sprzedaży warzyw będzie trudno odnowić produkcję w następnym sezonie. Praktycznie wszystkie środki do produkcji zdrożały, a ich kwoty są różne. Podwyżki cen środków do produkcji to jeden z wielu argumentów, aby ją ograniczyć. Następna bolączka, która dotyka praktycznie wszystkich gospodarstw, to niedobór siły roboczej do ciężkiej pracy w gospodarstwie. Do tego dochodzą również znacznie większe niż dotychczas oczekiwania finansowe pracowników. Z tego też względu należy uświadomić konsumentom, ale również pośrednikom handlującym warzywami, że w następnym roku mogą być trudności z pozyskaniem towaru w tak niskich cenach, jak dotychczas. Przy tak wysokich, jak do tej pory, zarobkach pośredników niestety rynek nie może funkcjonować prawidłowo.

Oprócz wymienionych czynników w następnym sezonie ze względu na wycofanie kilku substancji aktywnych może być problem z ochroną niektórych gatunków warzyw przed chorobami. Myślę tutaj o ogórku gruntowym, cebuli czy pomidorach gruntowych. Ze względu na to, że producenci warzyw kupują niektóre produkty na zapas może okazać się, że podczas kontroli zostaną wykryte pozostałości tych środków i tak wyprodukowane warzywa nie będą mogły trafić na rynek. Jak na razie praktycznie brak jest innych rozwiązań niż chemiczne w ochronie przed chorobami wyżej wymienionych gatunków. Oczywiście, jeżeli presja chorób będzie mała to przy dostępnych rozwiązaniach chemicznych czy też biologicznych lub nawozowych może udać się wyprodukować jakieś plony. Poza tym za chwilę może być też problem z ochroną ze względu na możliwe uodpornienia patogenów zarówno grzybowych, jak i insektów z powodu braku rotacji substancji aktywnej w czasie okresu wegetacji. Producenci nie mając czym chronić swoich upraw mogą decydować się na łamanie prawa stosując daną substancję aktywną więcej niż jeden lub dwa razy w sezonie uprawy (założenia integrowanej ochrony). Ilość zabiegów danym produktem lub substancją aktywną jest zapisana również na etykietach produktów.

Następny kłopot, to uprawa poszczególnych gatunków warzyw w monokulturze na coraz większych obszarach w jednym gospodarstwie, co jest podyktowane warunkami ekonomicznymi. Producenci zarabiając bowiem na konkretnym gatunku warzyw i mając do jego uprawy całe ciągi technologiczne dopóki można zwiększają powierzchnię jego uprawy. Doprowadza to do zasiedlenia gleby przez patogeny powodujące choroby odglebowe, takie jak np. kiła kapusty, różowienie korzeni cebuli czy fuzarium, co niestety nie pozwoli na uprawę w danym rejonie określonych gatunków warzyw. Uprawa w monokulturze i niedostarczanie materii organicznej do gleby powoduje jej degradację i uzyskiwanie coraz mniejszych plonów dobrej jakości i ciągłe podnoszenie nakładów na produkcję. Tak niestety dzieje się nie tylko w Polsce. Lider w produkcji warzyw i uzyskiwaniu wysokich plonów, jakim jest Holandia, też ma coraz większe problemy z chorobami odglebowymi. Mimo dużej zawartości materii organicznej w glebie zostały jednak zakłócone warunki mikrobiologiczne. W związku z taką sytuacją należałoby pomyśleć przede wszystkim o odpowiednio długich przerwach w płodozmianie. To jest jedno, a druga kwestia to aby nie rabować naszych gleb, tylko zacząć je wykorzystywać do uprawy różnych gatunków roślin. Należy zacząć od pracy nad poprawą struktury gleby, zwiększyć zawartość próchnicy i poziom węglanów. Niestety takie działania, jak stosowanie nawet najlepszych i najdroższych produktów nie przyniesie efektów w jeden rok. Efekty takiej pracy mogą być zauważalne dopiero po kilku (co najmniej 3 latach) od rozpoczęcia przywracania gleby do życia.

W jednym z gospodarstw uprawiających warzywa efekty stosowania co roku niewielkich ilości nawozów wapniowych o dużej reaktywności otrzymaliśmy dopiero po około 10 latach. Objawiało się to podwyższeniem w wykonywanych corocznie analizach gleby zawartości węglanów, jak również zmniejszaniem placów, na których nie rosły cebula czy marchew. Na rynku pojawia się coraz więcej nowych produktów zawierających wapń i kwasy humusowe, które ułatwiają magazynowanie wapnia w glebie. Trzeba jednak następnych kilku lat obserwacji, aby powiedzieć, że osiągnęliśmy sukces.

Na rynku jest również wiele produktów, które służą do szybszego rozkładu słomy w glebie. Zawierają one różne mikroorganizmy oraz kwasy humusowe. Przedstawiciele z firm, które sprzedają te produkty niestety nie mówią producentom całej prawdy twierdząc, że po zastosowaniu ich produktów na ściętą słomę nie potrzeba do gleby dostarczać azotu. Owszem produkty te zawierają mikroorgnizmy wiążące azot z powietrza, ale proces ten jest długotrwały, a azot do rozkładu słomy jest potrzebny w glebie natychmiast.

Tak więc, proces przywracania gleby do stanu, w jakim warzywa będą plonowały na niej jak dawniej, to nie jest prosta i szybka sprawa.

Tekst i fot. Piotr Borczyński, KPODR 

Fuzarium spowodowane zalaniem plantacji

Różowienie korzeni w wyniku zbyt częstej uprawy cebuli po sobie

Efekty po czasowym zalaniu pola cebulowego

Zalewiska na plantacjach cebuli

Kiła kapusty spowodowana zbyt częstym uprawianiem kapustnych po sobie

Skip to content