Trudne decyzje

Praktycznie zakończyliśmy sezon uprawy warzyw polowych. Niedługo trzeba będzie planować produkcję na przyszły sezon – ile i czego zasiać lub zasadzić? Zasiewy pod osłony w rejonach, gdzie uprawia się warzywa wczesne za chwilę się zaczną. Producenci, którzy sadzą rozsady w otwarty grunt lub płaskie okrycia będą musieli zamawiać rozsadę, która będzie sadzona w marcu i kwietniu. Ceny środków do produkcji w ostatnim kwartale poszybowały do góry, a ceny płacone za warzywa na świeżym rynku czy też przemysłowe stoją w miejscu i to już od wielu lat. Wyjątkiem są lata nieurodzajne, kiedy to ze względu na braki w produkcji kupcy muszą zapłacić tyle, ile chce producent.

Producenci kalafiora dla przetwórstwa odgrzebali stare faktury z początku lat 2000. i okazało się, że cena różyczki tego warzywa jest taka sama jak 20 lat temu. Pomidory gruntowe dla przetwórstwa mają nawet niższe ceny niż 20 lat temu. Jedynie chyba podrożała różyczka brokuła. Zakłady przetwórcze nie dopuszczały myśli, że producenci mogą sprzedać surowiec np. na świeży rynek. Kiedy zorientowali się, że pogoda spowodowała niższe plony, a producenci sprzedali towar tam, gdzie wyższe ceny, to zaczął się ruch cen w górę. Niestety na początku sezonu nie zostały wysłuchane prośby producentów o wyższe ceny i zakłady przetwórcze nie skupiły tyle, ile chciały. Dobre ceny za zboża, jak również za kukurydzę popchną, zwłaszcza duże gospodarstwa, w stronę tej produkcji, kosztem zmniejszenia upraw warzyw lub zaniechania produkcji niektórych gatunków.

Doświadczeni producenci warzyw zaczynają uzyskiwać w poszczególnych latach różne wielkości plonów. Przyczyną tego stanu rzeczy są anomalie pogodowe, a zwłaszcza niestabilne temperatury w okresie wegetacji oraz ulewne deszcze, które przyczyniają się do powstawania zalewisk na polach. Niestety na niekorzystne warunki pogodowe jeszcze nic nie możemy poradzić. W takim układzie plony z jednostki powierzchni zmniejszają się, co powoduje, że opłacalność produkcji znacząco się zmniejsza. Do tego jeszcze dochodzi ryzyko uprawy. Oczywiście, jeżeli plony warzyw są wysokie, to opłacalność jest dobra i producenci są zadowoleni. Dotyczy to raczej warzyw dla przetwórstwa. Jeżeli bowiem chodzi o świeży rynek to ceny są regulowane zwykle plonami, im mniejsze plony – tym wyższe ceny. Oczywiście nie zawsze pokrywają one straty w produkcji.

Wracając do warzyw dla przetwórstwa, trzeba brać pod uwagę plony z wielolecia jako średnią i na tej podstawie liczyć opłacalność produkcji. Jednak przetwórcy chcą kupować surowiec jak najtaniej. Z tego też powodu namawiają do produkcji nowe gospodarstwa, które nie mają doświadczenia w ochronie i nawożeniu i w trudnych latach mogą nie poradzić sobie z uprawą warzyw. Informacje w internecie moim zdaniem niestety mogą być zbyt skąpe, aby ochronić plantacje przed chorobami czy szkodnikami. Z drugiej strony patrząc nowi producenci są zwykle jednak oddaleni od zakładów przetwórczych. Duże plony z jednostki powierzchni to duże koszty transportu, co zwiększa i tak już duże koszty i zmniejsza opłacalność.

W rejonach, gdzie uprawia się znaczące ilości warzyw są problemy w uprawie, ale również z dostępem do siły roboczej, nie wspominając o jej wysokich kosztach. Mimo zmechanizowania zbioru, różyczkowania czy też przygotowania do sprzedaży, to i tak ręce do pracy są potrzebne. W rejonach, gdzie już kilkanaście lat temu zmechanizowano znacząco zbiór pomidorów w tej chwili są problemy, aby zdobyć pracowników w dostatecznej liczbie do obstawienia kombajnów. Tam, gdzie uprawia się kalafiora czy brokuła brakuje rąk do wycinania róż z pola. Jak na razie ten proces trzeba wykonać ręcznie, zwykle kiedy jest zimno i mokro, a praca mimo używanych przenośników jest ciężka. Pozytywne jest to, że na razie nie brakuje rąk do obstawienia maszyn różyczkujących kalafior i brokuł.

Według danych ARiMR uprawy warzyw zaczynają przenosić się w nowe rejony kraju, na czyste gleby bez chorób odglebowych, uciążliwych chwastów i dużej ilości szkodników atakujących uprawy. Jednak niestety producenci nie mają zbyt dużego doświadczenia w uprawie warzyw, często brakuje możliwości nawadniania upraw i drogich maszyn do siewu, sadzenia, zbioru czy też pielęgnacji upraw. To generuje wysokie koszty siły roboczej, której zwykle w takich rejonach też brakuje, nie mówiąc już o doświadczeniu pracowników pracujących na plantacjach warzyw.

W rejonach uprawy warzyw w najbliższym czasie mogą wystąpić znaczące problemy z ochroną plantacji. Należy przypomnieć, że unijne prawo wyklucza coraz więcej substancji aktywnych z produkcji, co znacznie utrudnia ochronę. Myślę tutaj o produktach do zwalczania szkodników, których ubywa najszybciej. W następnym roku będzie również brakowało fungicydów do niektórych gatunków warzyw. Zaczyna również powoli brakować i herbicydów. Taki stan rzeczy może spowodować znaczący niedobór warzyw na rynku, co spowoduje wzrost cen na rynkach hurtowych i w sklepach. Duże sieci handlowe chcąc sprzedawać różnorodne warzywa, będą zmuszone do importu spoza Unii Europejskiej, niestety nie patrząc na pozostałości po środkach ochrony roślin. Będzie się wtedy liczyła dostępność produktów, a nie ich jakość biologiczna. W tej chwili sieci sklepów bardzo mocno naciskają na zmniejszoną ilość substancji aktywnych  w procesie uprawy, ale również na ich znacznie mniejsze zawartości niż wymagają tego normy unijne. O ile z tym drugim można sobie poradzić to ze zmniejszeniem ilości substancji aktywnych jest to chybiony pomysł. Stosując bowiem ograniczoną ilość substancji aktywnych producent łamie prawo o ochronie roślin, bo zwykle nie stosuje rotacji tych substancji. Niestety to nie jest duży problem. Po kilku latach może się okazać, że dostarczone po wielu latach badań i prób nowe substancje aktywne poprzez ich zbyt częste stosowanie spowodowały uodpornienie szkodników i nie ma czym chronić plantacji. Oczywiście nie jestem przeciwnikiem wycofywania starych, bardzo toksycznych, zwłaszcza insektycydów, ale trzeba to robić rozsądnie. Myślę, że ci, którzy o tym decydują ulegają bardzo dużym naciskom ze strony obrońców przyrody, a nie podejmują decyzji na podstawie tego, co jest niezbędne do produkcji w polu. Takie podejście do sprawy za kilka lat może wywołać bardzo duży kryzys na rynku warzyw, o ile nie pojawią się alternatywne produkty wykorzystywane w ochronie roślin i nie wzrośnie świadomość i doświadczenie producentów. Tak więc, mimo dużych nakładów na reklamy promujące zwiększenie ilości warzyw w diecie, wielu nie będzie stać na ich kupienie. Inny problem, dotyczący zwłaszcza sieci sklepów, to bardzo duże wymagania jakościowe co do gramatury i idealnego wyglądu sprzedawanych warzyw czy owoców. Krzywa marchew czy mniejszy lub większy seler lub krzywy burak ćwikłowy mają takie same wartości odżywcze, jak te idealne. Wartości te bowiem nie zależą od kształtu czy wielkości, ale od nawożenia i ochrony. Wybieranie tylko idealnego towaru również podnosi koszty jego przygotowania do sprzedaży i zmniejsza opłacalność produkcji. Dobrze jeżeli pozostałe odsortowane warzywa trafią do przetwórstwa. Niestety zwykle tak się nie dzieje z różnych powodów.

W związku z końcem roku życzę producentom podejmowania trafnych decyzji dotyczących produkcji, jak również żeby nauczyli się dobrze kalkulować koszty produkcji, a zyski by były zadowalające.

Piotr Borczyński, KPODR

Skip to content