Bioasekuracja ferm

Od trzech lat północno-wschodnie tereny Polski zmagają się z wirusem ASF, w związku z czym na terenie całego kraju wprowadzono obowiązek zabezpieczania ferm przed wniknięciem wirusa do stada. Najtańszą i najbardziej powszechną metodą bioasekuracji.

Bioasekuracja, to słowo powtarzane jak mantra, na każdym kroku w radiu, telewizji na konferencjach, szkoleniach oraz w prasie. Media branżowe nie pozwalają zapomnieć jak wielkim ekonomicznie problemem jest dla kraju ASF. Dlaczego więc nie wszyscy, utrzymujący trzodę chlewną stosują się do podstawowych zasad bioasekuracji?

 Jak zaznacza prof. Zygmunt Pejsak: „Jeśli chodzi o świnie (…), wszystkie ogniska ASF (w stadach trzody chlewnej) były wynikiem poważnych błędów człowieka”. Wszystkie zarejestrowane 23 ogniska choroby w chlewniach były wynikiem zlekceważenia podstawowych zasad bioasekuracji tzn. powstały w efekcie błędu człowieka. Wszelkiej krytyce poddawany jest fakt braku zgłoszeń do odpowiednich jednostek (powiatowego lekarza weterynarii bezpośrednio albo za pośrednictwem lekarza weterynarii opiekującego się gospodarstwem, właściwego miejscowo organu samorządu terytorialnego – wójta, burmistrza) przez hodowców, podejrzenia choroby w stadzie. Właściciele zwierząt zapominają, że brak takiego zgłoszenia niesie za sobą poważne konsekwencje, gdyż zgodnie z ustawą nie dokonanie natychmiastowego zgłoszenia lub też podejrzenia choroby podlega sankcji karnej.

Niepokojący jest również fakt małego przyswajania wiedzy przez hodowców z zakresu ochrony ferm, w stosunku do ilości informacji na temat „spustoszenia”, jakie niesie ASF. Również pazerność, chęć zaoszczędzenia przysłowiowej „ złotówki”, doprowadza do tego, że cały czas rolnicy kupują zwierzęta z nielegalnych źródeł. Na tzw. „czarnym rynku” można zakupić zwierzęta o połowę taniej, jednak z nieznanym pochodzeniem i bez świadectwa zdrowia. Często są to zwierzęta z krajów, w których występuje wirus ASF, a trafić na świnie zdrowe w przypadku takiej transakcji, to jak gra w rosyjską ruletkę.

Na dzień 28.04.2017 r. w komunikacie Głównego Lekarza Weterynarii w sprawie wystąpienia afrykańskiego pomoru świń u dzików na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej mówi się o 275 ogniskach. Jednak nie należy łączyć pomoru dzików z pomorem u świń, ponieważ sposób rozprzestrzeniania się wirusa w tych dwóch grupach znacznie różni się od siebie. W przypadku trzody chlewnej rozwój choroby to wynik lekceważenia zasad bioasekuracji przez hodowców, co oznacza, że głównym czynnikiem odpowiedzialnym za przenoszenie wirusa nie są dziki, tylko ludzie. 

Wirus ASF nie rozprzestrzenia się drogą powietrzną jak większość chorób wirusowych. Żeby wprowadzić ASF do stada jednostka chorobowa musi być „wniesiona” do chlewni. Wnieść chorobę można wraz ze słomą (zbieraną z pól znajdujących się w pobliżu lasów), chorymi zwierzętami (nie stosując kwarantanny, która jest jedną z zasad bioasekuracji) pod butami oraz na oponach samochodów transportujących zwierzęta, padlinę lub paszę. Zazwyczaj największym zaniedbaniem hodowcy, a przy tym pierwszą podstawową rzeczą, która powinna zabezpieczać fermę jest ogrodzenie wokół chlewni. W Polsce tylko 5% chlewni jest ogrodzonych. Najprostsze rozwiązanie w postaci siatki leśnej, której koszt to około 55 zł

za mb, może okazać się bezcenne w obliczu zagrożenia przedostania się wirusa do chlewni. Duże ryzyko przeniesienia choroby stanowią również psy i koty, które na powierzchni ciała lub pod łapami mogą „przenieść” chorobę. Również myszy, szczury czy też ptaki (zalecane zakładanie siatek w oknach chlewni) w podobny sposób mogą się przyczynić do zarażenia trzody.  Niesubordynacja wobec przyjętych przepisów i zasad ochrony ferm przed chorobami zakaźnymi może w konsekwencji doprowadzić do wprowadzenia wirusa do stada.

Wg prawa jeśli posiadacz zwierzęcia nie zastosował się do obowiązków określonych w przepisach o systemie identyfikacji i rejestracji zwierząt lub określonych obowiązków ustawowych i wprowadził do swojego gospodarstwa zwierzę, o którym wiedział, że jest chore, zakażone lub podejrzane o zakażenie/chorobę, zwierzę nieoznakowane lub bez paszportu, w tym zakresie nie ma prawa do odszkodowania za poniesione straty podczas interwencji weterynaryjnej. Decyzja wydana przez powiatowego lekarza weterynarii w sprawie braku odszkodowania jest ostateczna (posiadaczowi zwierzęcia przysługuje, w terminie miesiąca od dnia doręczenia decyzji, możliwość wniesienia powództwa do sądu rejonowego). Kar oraz obwarowań prawnych dotyczących zabezpieczenia gospodarstw przed wirusem ASF jest sporo, informacji oraz apeli na temat strat, jakie niesie ze sobą choroba również. Dlaczego więc hodowcy nie zabezpieczają ferm?

Problemem bioasekuracji jest to, że chlewnię należy zabezpieczyć na 100%, bo 90% nic nam nie daje. Jest pewne powiedzenie, które stanowi odpowiedź na wyżej postawione pytanie, a mianowicie: „Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze”! Fermom produkującym niewielką ilość tuczników „nie opłaca się” inwestować w środki przeznaczone m.in. do dezynfekcji. Wg prof. Pejsaka „Jeśli kogoś nie stać na przestrzeganie zasad bioasekuracji, nie powinien hodować świń, ponieważ staje się zagrożeniem dla całego kraju”. Niewielki procent stanowią duże hodowle, których właściciele są świadomi zagrożenia i zabezpieczają fermy. Polska jest jednak krajem o dużym rozdrobnieniu gospodarstw, wiele osób trzyma jedną, dwie świnki przeznaczone na własny użytek i żyje w przekonaniu, że te wszystkie apele, działania, ostrzeżenia, nie dotyczą ich bezpośrednio tylko są skierowane głównie do dużych producentów.

Pierwsze ogniska ASF w Polsce pojawiły się właśnie na takich przydomowych fermach. To właśnie „przydomowi” hodowcy stanowią zagrożenie i doprowadzają do tego, że wirus przesuwa się w głąb kraju.

Reasumując, są pewne koszta, które trzeba uwzględnić i przepisy, których hodowcy mają obowiązek przestrzegać. Jednak jest wiele czynności, w temacie bioasekuracji, które można wykonać nie ponosząc większego nakładu finansowego, a do którego potrzebne są zaledwie chęci i trochę samodyscypliny. Do takich można zaliczyć m.in.: zakaz wchodzenia na teren gospodarstwa osób postronnych, zakaz wprowadzania do chlewni świń z nieznanych źródeł pochodzenia (stosowanie kwarantanny w przypadku zakupionych świń), zakaz wjazdu na teren gospodarstwa wszelkich pojazdów, a szczególnie samochodów zakładów mięsnych oraz firm utylizacyjnych, obowiązek zmiany odzieży ochronnej przed wejściem do pomieszczeń ze zwierzętami, dbanie o higienę własną (mycie rąk przed wejściem do chlewni), dbanie o higienę pomieszczeń, mycie i ich dezynfekcja (nawet najprostszym sposobem). Można by powiedzieć, że właściciele ferm sami – już teraz – podejmują decyzję o sukcesie własnej hodowli, bo tylko oni są odpowiedzialni za chlewnię, jednak w przypadku wykrycia wirusa w stadzie biorą również odpowiedzialność za wszystkich hodowców w promieniu 10 km oraz za rozszerzenie ogniska choroby o kolejne kilometry.

Marzena Nowacka

Kujawsko-Pomorski Ośrodek Doradztwa Rolniczego 

Fot. L. Piechocki