Brokuł wolny od szkodników

     Od kilku lat zwiększa się uprawa brokuła dla zakładów przetwórczych, jak również na świeży rynek. Wzrost areału, kłopoty z prawidłowym płodozmianem, szkodnikami i chorobami skutkują obniżonymi plonami.

W uprawie brokuła coraz więcej problemów jest z żerowaniem śmietki kapuścianej, zwłaszcza tej, która wyrządza szkody w różach. Śmietka kapuściana w naszym kraju ma około 3 pokoleń. Największe szkody w uprawie warzyw kapustnych zwykle wywołuje jej pierwsze i drugie pokolenie. Po kilku tygodniach od wysadzenia rozsady zwykle pod koniec kwietnia wylatują pierwsze muchy śmietki. Po około tygodniu zaczynają składać jaja w glebie tuż przy szyjce korzeniowej warzyw kapustnych. Po następnych kilku dniach w zależności od temperatury i wilgotności gleby z jaj wylęgają się larwy i zaczynają żerowanie na korzeniach i szyjce korzeniowej roślin uprawnych. Rośliny nawet te posadzone na początku kwietnia nie są dość duże z bardzo silnym i dobrze wykształconym systemem korzeniowym, aby poradzić sobie z dużą liczbą larw objadających system korzeniowy. Rośliny posadzone na początku kwietnia ze względu na czas od posadzenia do ataku śmietki oraz temperaturę gleby, nawet jeżeli są zabezpieczone środkami ochrony roślin w fazie rozsady, to i tak są atakowane przez szkodniki. W takim wypadku pozostaje tylko podlewanie wodą z insektycydem przed wylęgiem larw szkodnika. Z tego też względu należy dość precyzyjnie wyznaczyć ten termin za pomocą pułapek zapachowych. Takie pułapki wystawiamy na polu około 20 kwietnia i obserwujemy jak latają szkodniki. Progiem szkodliwości jest odłowienie 2 much średnio w jednej pułapce w ciągu dwóch dni. Kiedy odłowimy taką ilość much, która przekracza próg szkodliwości wyznaczamy termin podlewania. Podlewanie wykonujemy po około 3–7 dniach od przekroczenia progu. Niektórzy producenci myślą, że jak użyją do podlewania opryskiwacza wykonując opryskiwanie dużą ilością wody i zwiększoną ilością preparatu załatwią sprawę dość pracochłonnego ręcznego podlewania roślin. Niestety takie działanie jest nieefektywne, brak pozytywnych skutków opryskiwania pola przy użyciu nawet 3–4 tysiący litrów wody na hektar. Tak więc, przy sadzeniu bardzo wczesnym warzyw kapustnych, zwłaszcza tam, gdzie uprawia się ich znaczne ilości, trzeba rośliny podlać wodą z dodatkiem insektycydu. Idealnie by było gdyby podlewanie wykonać na wilgotną glebę, jak najbliżej szyjki korzeniowej. Tam bowiem złożone są jaja śmietki i tuż po wylęgu stykając się z substancją aktywną środka ochrony roślin giną. Jeżeli larwy się wylęgną i zaczną żerować na systemie korzeniowym, to zniszczenie ich jest utrudnione.

Można również zaprawiać nasiona insektycydami lub zaprawiać nasiona tuż po wysiewie preparatami Mundial lub Cruiser. Takie rozwiazanie przy produkcji rozsady przez 4 tygodnie i wysadzeniu rozsady w połowie kwietnia daje teoretycznie możliwość, że te preparaty będą niszczyły larwy śmietki kapuścianej.

Następny problem to larwy śmietki kapuścianej, które żerują w róży kalafiora czy brokuła. Jaja, które zostały zniesione na różach lub na liściach, tam się wylęgają i larwy zaczynają żerowanie w ich wnętrzu. Jeżeli larwy się wylęgną i wgryzą w różę, niestety jest bardzo ciężko je zniszczyć. Z tego względu należy obserwować pułapki zapachowe i trafnie wyliczać terminy zabiegów, aby je wykonać tuż przed wylęgiem lub w jego trakcie.

W ubiegłym roku, zwłaszcza w okresie wiosny i lata dużo problemów mieli producenci ze zwalczaniem gąsienic motyli, a szczególnie tantnisia krzyżowiaczka. Ciepła i wczesna wiosna spowodowała masowe wyloty motyli około połowy czerwca. Z tak dużą inwazją nikt wcześniej się nie spotkał. Producenci byli bardzo zaskoczeni, gdy ze złożonych jaj zaczęły wylęgać się gąsienice.

Kiedy zaczęły wylęgać się gąsienice, a było ich dużo, to po kilku dniach liście zamieniały się w koronkowe arcydzieła. Największym błędem było zaczynanie ochrony gdy zostały zauważone pierwsze objawy żerowania. Gąsienice tantnisia bowiem znajdują się na spodniej stronie liści i dotarcie cieczy roboczej do szkodników wymaga dużej dokładności i precyzji przy wykonywaniu zabiegów ochrony roślin. Według mnie przy tak dużej presji szkodników należało zacząć od zwalczania latających nad plantacjami motyli. Takie zabiegi należało wykonywać 2–3 razy w tygodniu preparatami z grupy pyretroidów. Wiosną ubiegłego roku było dość ciepło i sucho. Z tego względu opryskiwanie należało wykonywać w godzinach porannych, kiedy rośliny są w pełnym turgorze, a owady znajdują się na roślinach. Motyle tantnisia zaczynają składać jaja dopiero po około 7–10 dniach od początku wylotów. Wielu producentów szukało jaj szkodnika na spodniej stronie liści tuż po zauważeniu masowych lotów i to niestety był błąd. Jaja po zniesieniu przez samice rozwijają się kilka dni i wtedy wylęgają się z nich młode gąsienice, które dość trudno zauważyć ze względu na małe rozmiary i barwę. Jeżeli ktoś je zauważył mógł zastosować jeden z polecanych preparatów zwalczających młode gąsienice, np. Spin Tor. Taki zabieg należało powtórzyć po kilku dniach oczywiście opryskując dolną stronę liści wraz z dobrym zwilżaczem pozwalającym przykleić się cieczy roboczej, ewentualnie wydłużając działanie substancji aktywnej stosując np. Protector. Jeżeli producent wykonywał częste lustracje plantacji i zastosował się do zaleceń mógł osiągnąć sukces. Larwy tantnisia po okresie żerowania na liściach częściowo przenosiły się w głąb róży i tam kończyły rozwój w kokonach. Po zróżyczkowaniu zakłady przetwórcze dostawały towar z dużą ilością szkodników. Mechaniczne ich wybranie niestety nie było możliwe.

Inny narastający problem zwłaszcza przy ciepłej i suchej pogodzie to mączlik warzywny. Bytuje i rozwija się na wielu roślinach kapustnych, lecz najwięcej można go spotkać na kapuście włoskiej, jarmużu, następnie na kalafiorze, a najmniej chętnie zasiedla kapustę głowiastą i brokuł. Jednak ze względu na brak innych możliwości żerowania można spotkać też znaczne ilości osobników dorosłych i larw na niektórych plantacjach brokuła. Walka z mączlikiem jest dość uciążliwa ze względu na dużą ilość pokoleń w ciągu jednego sezonu wegetacji. W zależności od przebiegu temperatury jego rozwój może trwać od 17 do 40 dni. Larwy po wylęgnięciu wysysają soki z liści, jak również oblewają je rosą miodową, na której później rozwijają się grzyby. Jeżeli rosa miodowa i grzyby będą na róży, cały plon jest do wyrzucenia. Taka sytuacja może mieć miejsce przy bardzo dużym nasileniu szkodnika. W Polsce do zwalczania mączlików jest zarejestrowany preparat Movento. Jest on jednak dość trudny w zastosowaniu ze względu na to, że jest produktem systemicznym i działa na szkodniki wtedy, kiedy będzie pobrany wraz z sokami roślinnymi. Ażeby go wprowadzić do rośliny należy pamiętać o dodatku adiuwanta rozpuszczającego woski roślinne np. Trend. Trzeba też pamiętać, że produkt, aby zadziałał musi rozejść się po roślinie, więc trzeba zastosować go na kilka dni przed możliwym pobraniem przez owady. Inny czynnik limitujący dystrybucję spirotetramatu w roślinie, to warunki pogodowe. Substancja aktywna szybko rozprzestrzeni się po roślinie, kiedy warunki są optymalne do wzrostu i rozwoju. Podczas upałów, suszy czy zbyt niskich temperatur niestety substancja aktywna przemieszcza się bardzo powoli.

Inny problemem są ciągle nalatujące na chronione rośliny, z plantacji nie chronionych lub z nieużytków, nowe osobniki dorosłe, które składają jaja. W rejonach o skoncentrowanej uprawie warzyw kapustnych, moim zdaniem, ochrona powinna być prowadzona na wszystkich plantacjach w tym samym czasie.

Czasami też zdarzają się problemy z walką z drugim pokoleniem piętnówki. Larwy wylęgają się we wrześniu i wgryzają się do wnętrza róż czy główek kapusty i niestety nie można ich zwalczyć. Oczywiście przy dość częstych zabiegach ochrony roślin wykonywanych przy pomocy insektycydów można zwalczyć wylęgające się gąsienice piętnówki.

Wielu producentów nie radząc sobie z ochroną podwyższają dawki preparatów, stosują środki niedozwolone w konkretnej uprawie, co jest niezgodne z prawem i w razie wykrycia pozostałości takich substancji stosowane są sankcje finansowe.

W ubiegłym roku wiele zakładów przetwórczych zgłaszało do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi problem, że na rynku jest zbyt mało substancji do ochrony roślin, ale nie wywołało to na razie pozytywnych skutków.

Tekst i fot. Piotr Borczyński

Kujawsko-Pomorski Ośrodek Doradztwa Rolniczego